Wiosenne grzyby - piestrzenica to nie smardz

Wiosna to czas, kiedy absolutnie nie myślimy o grzybach. Zachwycamy się powracającymi ptakami i ich śpiewem, który każdego dnia wzbogaca chór wiosennego lasu o kolejne trele, nutki i zwrotki. Cieszymy się z rozwijających listków, zakwitających kolejno kwiatów i coraz bardziej soczystej zieleni.Rozwijają się świeżutkie i delikatne liście brzóz:
12.04.2014

Wiosna to czas, kiedy absolutnie nie myślimy o grzybach. Zachwycamy się powracającymi ptakami i ich śpiewem, który każdego dnia wzbogaca chór wiosennego lasu o kolejne trele, nutki i zwrotki. Cieszymy się z rozwijających listków, zakwitających kolejno kwiatów i coraz bardziej soczystej zieleni.Rozwijają się świeżutkie i delikatne liście brzóz:

10004.jpg 

No to gdzie tu czas na grzyby? W kwietniu?

Okazuje się jednak, że w kwietniu, czasem nawet już w marcu można ruszyć na grzybobranie. Trudno liczyć na bogactwo gatunków i pełne kosze, ale naprawdę warto to zrobić. Warto, tym bardziej, że kwietniowy las jest taki świeży i wiosennie piękny. Od kilku dni sosnowy, pozornie monotonny sosnowy bór pobielał od kwitnących śliw, tarnin i wiśni. Pomiędzy sosnami aż razi biel kwitnących drzewek:

10002.jpg

Dzięki rozumnemu planowaniu składu nowych upraw przez leśników możemy dziś w kilkunasto- lub kilkuletnich młodnikach oglądać kwitnące dzikie wiśnie:

10009.jpg

Zaczynają się rozwijać „zakręty” z których wytrysną za chwile pióropusze paproci:

10005.jpg

Dno lasu robi się coraz bardziej kolorowe i choć kończą kwitnienie błękitne cebulice, które najczęściej rosną na opuszczonych grobach, w sąsiedztwie cmentarzy lub opuszczonych domostw:

10010.jpg

To nadal ślicznie kwitną urocze fiołki:

10003.jpg

A niedawno jeszcze zakwitły na złoto łany mahoni północnej, których miodowy zapach wabi słodyczą pszczoły i trzmiele:

10011.jpg

No a grzyby? Czy wiecie, że pierwsze nasze grzyby, pojawiały się kiedyś już pod koniec marca, choć prawdziwy ich wysyp miał miejsce najczęściej w maju. ”Na przednówku”, jak to zwyczajowo mówiono, wylegały tłumy amatorów wiosennych grzybów, przeczesujących lasy i łąki w poszukiwaniu pysznych grzybów. Te wiosenne grzyby to smardze. Są najszlachetniejsze z polskich grzybów, przy których borowiki to „pikuś”,  mają wspaniały aromat z nutą orzechów i kruchy, delikatny miąższ. Od wielu, wielu lat nie spotkałem, niestety, w lesie smardza. Dlatego zamieszczam tu fotografię pochodzącą z portalu www.nagrzyby.pl:

10008.jpg

Nie wiem jaka jest przyczyna wielkiej unikalności smardzów w lasach. Wyczytałem gdzieś, że zniknęły prawie zupełnie z naszych lasów, gdy po drugiej wojnie światowej zmienił się ustrój naszego kraju… Nie sądzę, żeby były to powody polityczne, a raczej oznaka degradacji środowiska. Smardze to bardzo wymagające grzyby. Pojawiają się w starodrzewach, ale też na skraju łąk, przy drogach, w parkach. Lubią stanowiska podmokłe, więc wyrastają często w łęgach, w zaroślach nadrzecznych.

Wszystkie gatunki smardzów występujących w Polsce objęte są ochroną ścisłą i wpisane do „Czerwonej listy roślin i grzybów Polski” jako rzadkie. Z tego powodu nie wolno ich zbierać ze stanowisk naturalnych. Może się natomiast zdarzyć, że wyrosną nie w liściastym lesie lecz na naszej działce lub w ogródku. To zadziwiające, ale czasem pojawiają się na korze, którą wysypuje się rabaty. Najczęściej wyrastają w drugim roku po wysypaniu kory i potem znikają bezpowrotnie. Dziś jednak można korzystać z dobrodziejstwa internetu i zakupić gotową mieszankę podłoża uprzednio zaszczepioną grzybnią smardzową, a potem cieszyć się obecnością tych ciekawych grzybów w ogródku.

Kilka dni temu, w sosnowym borze spotkałem innego grzyba. Spójrzcie, oto on:

10006.jpg 

To piestrzenica kasztanowata, która często jest mylona ze smardzem. Jej nazwa łacińska Gyromitra esculenta może mylić, bo przymiotnik gatunkowy esculenta w języku łacińskim oznacza jadalny. Piestrzenica kasztanowata jeszcze całkiem niedawno uznawana była za bardzo smaczny i jadalny gatunek grzyba. Jednak ze względu na coraz częstsze zatrucia, jej spożywanie i sprzedaż suszonych piestrzenic została zabroniona. Ten grzyb, nazywany regionalnie: babie uszy, babi uch, babieusz, grzyb majowy lub mylnie „smardz” jest dopuszczona do obrotu i spożywania, najczęściej jako susz w Szwecji i Francji. Kiedy jeszcze funkcjonowało przedsiębiorstwo "Las" funkcjonowały punkty skupujące i wysyłające za granicę dużo tych grzybów. Sam je kiedyś zbierałem na skrajach zrębów i piaszczystych górkach. To ulubione miejsca piestrzenic. Tegoroczną, tylko jedną znalazłem na piaszczystej skarpie leśnej drogi:

10007.jpg

Dawniej, a może i dziś, szczególnie na wsi jadano piestrzenice. Na wsiach często przyrządza się grzyby w ten sposób, że najpierw się je odgotowuje, odlewa wodę i dopiero później smaży i podaje jako samodzielną potrawę lub dodatek do  kotletów, pierogów itp. Przypuszczam, że właśnie dzięki temu wcześniejszemu gotowaniu bezkarnie można jeść piestrzenice i inne uważane za niezdrowe lub nawet trujące grzyby, np. olszówki. Moja żona też zwykle odgotowuje każde grzyby, no może oprócz rydzów lub borowików dodawanych do zupy ze świeżych grzybów. Jest jeszcze jeden sekret wiejskiej kuchni dotyczący piestrzenic: nie można ich smażyć razem z cebulą i lepiej po nich nic nie pić! Nie sprawdzałem go jednak i Wam także nie polecam!

Warto dobrze sobie utrwalić, że jednak w każdym polskim grzybowym przewodniku przy zdjęciu tego gatunku widnieje znak wysokiej toksyczności. Nie bez powodu, bo znajdująca się w owocnikach toksyna zwana gyromitryną – w skład której wchodzą liczne związki, m.in. monometylohydrazyna i kwas helwellowy – powoduje poważne zatrucia. W przyrodzie zdarzają się rzeczy przedziwne i i ciekawe, bo gdzieś wyczytałem, że monometylohydrazyna zawarta w piestrzenicach jest także składnikiem  paliwa rakietowego!

Podczas kwietniowego spaceru rozglądajcie się zatem za piestrzenicami ale tylko po to, aby zrobić im odlotowe zdjęcie, wspominając zawartą w nich monometylohydrazynę.

Miłej wiosennej soboty, rozglądając się za piestrzenicami pamiętajcie o Palmowej Niedzieli i składnikach naturalnej, a nie plastikowej palmy!

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 P.S. We wtorek rano powitałem pierwsze jaskółki dymówki i choć mówią, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, to dziś, w sobotni poranek już wiele dymówek kręci ósemki nad jeziorem przy leśniczówce. Może powrócą do zamieszkania w moim kurniku, bo już kilka lat tam nie gniazdują!