Kto płaci robotnikowi leśnemu

02.10.2015 | KT

Dlaczego prywatne firmy usług leśnych protestują 2 października w Warszawie? Chodzi o pieniądze, ale na tym oczywistości się kończą.

Niektórzy właściciele zakładów usług leśnych nakłaniają swoich robotników i podwykonawców do protestu przekonując, że wysokość ich zarobków zależy od Lasów Państwowych. Tymczasem od Lasów zależy, a i to częściowo, tylko wysokość przychodów firm i ich właścicieli. A to jednak zupełnie inna sprawa.

Rynek warty 3 miliardy

Leśnicy pracujący dziś w LP zajmują się głównie planowaniem, decydowaniem, zlecaniem i nadzorowaniem tego, co, gdzie, kiedy, jak i za ile jest w zarządzanych przez nich lasach robione oraz ponoszą odpowiedzialność za efekty tych działań. Na ich zlecenie bezpośrednio roboty w lesie wykonują natomiast zakłady usług leśnych, zatrudniające robotników, w tym pilarzy („drwali”) oraz wykwalifikowane osoby nadzorujące ich pracę. Zakłady usług leśnych (ZUL) to prywatne firmy, które m.in. pozyskują drewno (prowadzą prace związane z wycinką), zrywają je (transportują z miejsca wycinki do miejsca składowania), przeprowadzają różne zabiegi pielęgnacyjne w drzewostanach, sadzą drzewa, wykonują działania z zakresu ochrony lasów (np. budowa grodzeń), budują i remontują drobną infrastrukturę leśną.
Robotnik leśny, popularnie zwany „zulowcem”, nie jest więc pracownikiem Lasów Państwowych, lecz prywatnej firmy usługowej
.

ZUL pracują dla różnych zleceniodawców, np. parków narodowych, lasów gminnych i komunalnych, prywatnych właścicieli lasów, ale największym zleceniodawcą dla tej branży są Lasy Państwowe. LP wydają na usługi leśne blisko 3 mld zł rocznie, co stanowi ok. 40 proc. ich wszystkich kosztów. Dzięki tym środkom prywatny rynek usług leśnych istnieje i rozwija się, a wiele osób, zwłaszcza na terenach wiejskich, ma pracę. Co roku 430 nadleśnictw LP zleca niezbędne prace w lasach w sumie ok. 4000 zakładów usług leśnych. Na przykład w 2014 r. na jedno nadleśnictwo LP przypadało statystycznie 9 zakontraktowanych firm, za których usługi łącznie płaciło ono ok. 6-6,5 mln zł. W grę wchodzą więc duże kwoty zarówno w skali kraju, jak i lokalnie.

Stały wzrost

Wydatki LP na usługi leśne rosną od lat, bo wzrasta m.in. ilość pozyskiwanego surowca, jest zatem więcej pracy dla pilarzy i operatorów maszyn wielofunkcyjnych – m.in. harwesterów, za którą należy zapłacić. W wypadku pozyskania i zrywki, czyli najczęstszych, najdroższych i najbardziej intratnych dla przedsiębiorców usług zlecanych przez LP, łączne ich koszty dla Lasów wyniosły odpowiednio: w 2011 r. – 1,55 mld zł, w 2014 r. – już 1,83 mld zł, czyli wzrosły o blisko 300 mln zł. W porównaniu z rokiem 2005 (nieco ponad 1 mld zł), czyli w ciągu dekady, zwiększyły się prawie dwukrotnie. Jeśli do tego dodać koszty usług związanych z zagospodarowaniem lasu (hodowlą, ochroną itp.) i innych, to łączne koszty usług ZUL poniesione przez LP tylko od 2011 do 2014 r. wzrosły z 2,28 mld zł do 2,63 mld zł (o 15 proc.). Według realizowanego właśnie planu na 2015 r. oraz planu prowizorium na rok przyszły, dalej będą one wzrastały, do blisko 3 mld zł.

Zrealizowane koszty usług leśnych w Lasach Państwowych (w zł)

*Według planu zasadniczego na 2015 (koszty przewidywane już po uwzględnieniu rozstrzygnięć przetargowych, ale przed rzeczywistym wykonaniem)

**Według planu prowizorium na 2016 r. (koszty zakładane jeszcze przed rozstrzygnięciem przetargów)

Do firm, którym LP zlecają różne prace, trafiają więc poważne pieniądze (średnio 657 tys. zł na firmę mającą umowę z nadleśnictwem). Tym bardziej, że wśród ZUL ogromną większość stanowią niewielkie podmioty (zatrudniające od 1 do 10 osób). Pojawiające się w mediach informacje finansowe o zakładach usług leśnych wskazują na ich dobrą, czasem nawet bardzo, rentowność. Na rynku usług dla LP cały czas panuje też duża konkurencja, o zamówienia rywalizuje wiele firm, co świadczy raczej o tym, że to atrakcyjny biznes. Mimo to Stowarzyszenie Przedsiębiorców Leśnych (skupia ok. 160 firm, ale chce reprezentować cały sektor), domaga się od Lasów Państwowych przeznaczania o wiele wyższych kwot na usługi leśne, twierdząc, że w obecnej sytuacji przedsiębiorcy leśni „nie mogą zatrudnić pracowników i wyżywić rodzin”, że zarobki robotników są niskie, a - i to jest prawda - wykonują oni bardzo ciężką i często niebezpieczną pracę. Jak to możliwe?

Skąd się wzięły ZUL

W 1989 r., gdy rozpoczynały się przemiany ustrojowe, Lasy Państwowe zatrudniały zarówno robotników leśnych wykonujących wszelkie prace fizyczne, jak i pracowników zajmujących się zarządzaniem, planowaniem prac i nadzorem nad nimi, ich kosztorysowaniem i rozliczaniem, projektowaniem różnych działań. LP były wtedy w fatalnej kondycji finansowej i żeby utrzymać się same (w ustawie o lasach z 1991 r. zachowano przedwojenną zasadę samofinansowania LP), musiały przeprowadzić głęboką restrukturyzację. Ze 116,5 tys. osób jakie Lasy zatrudniały w początku lat 90., dziś pozostało 25 tys. – przede wszystkim kadra zarządzająca (m.in. leśniczowie, nadleśniczowie). Ci, którzy odeszli z LP, trafili głównie do prywatnych firm usług leśnych lub sami je zakładali – tak powstał ten rynek. Obecnie w kilku tysiącach zakładów usług leśnych w Polsce pracuje ok. 50 tys. osób.

Przetargi: ograniczenia i możliwości

LP udzielają zamówień zakładom usług leśnych w drodze publicznych przetargów, zgodnie z wymogami ustawy Prawo zamówień publicznych z 2004 r. Organizacja przetargów, w tym planowanie kosztów i tworzenie SIWZ (Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia), należy do każdego z 430 nadleśniczych, którzy – zgodnie z ustawą o lasach – prowadzą samodzielnie gospodarkę leśną w swoich jednostkach i odpowiadają za stan powierzonego im lasu. Nadleśniczowie muszą uwzględnić nie tylko to, jakie zadania i w jakim rozmiarze są do wykonania w lesie, ile mogą na to wydać, ale i specyfikę terenu oraz rynku usług leśnych, który jest ogromnie zróżnicowany. Inne warunki pracy, a więc i koszty, panują w lasach górskich, inne na nizinach. W niektórych regionach są duże konsorcja ZUL, są firmy zatrudniające sporo osób i z dużą liczbą nowoczesnych maszyn wielooperacyjnych (harwestery, forwardery, skiddery itp.), gdzie indziej działa mnóstwo małych firm, zatrudniających jedną lub kilka osób z pilarkami. Struktura miejscowego rynku usług ma wpływ m.in. na to, jak dzielone są zamówienia: czy przedmiotem przetargu jest dana kategoria prac obejmująca pojedyncze leśnictwo, kilka leśnictw czy nawet całe nadleśnictwo, jaka część pozyskania drewna zarezerwowana jest do wykonania maszynami, a jaka ręcznie itp.

Naturalna w przetargach konkurencja może sprawiać, że przedsiębiorcy nie zdobędą całości kwot, jakie jednostki LP przeznaczyły w planach na ich usługi. To nie Lasy decydują o tym, jak mocno rywalizują z sobą prywatne podmioty i na ile wyceniają pracę swoich ludzi właściciele firm, składający w przetargach takie a nie inne oferty. Dla przykładu, w pierwszej edycji przetargów na rok 2015, organizowanej jesienią ubiegłego roku, w większości dyrekcji regionalnych LP pojawiły się oszczędności wynikające z tego, że oferty ZUL, które wygrały przetargi, były niższe niż Lasy przewidywały. Koszty zamawianych usług leśnych wynikające z przetargów były w sumie o 54 mln zł niższe niż zakładano. Nawet mimo tego, do ZUL trafia z roku na rok więcej pieniędzy, również gdy uwzględni się ostateczny – już po przetargach – i nie tylko globalny, ale też jednostkowy koszt różnych usług. Przykładowo, dla LP koszt pozyskania 1 m3 drewna w 2011 r. wyniósł 23,90 zł, a w 2014 r. – 25,90 zł; koszt przetransportowania 1m3 drewna z miejsca pozyskania do miejsca składowania w 2011 r. wyniósł 21,20 zł, a w 2014 r. – 23,80 zł. Co więcej, czasem „zaoszczędzone” na przetargach kwoty i tak są przez jednostki LP wydawane w ciągu roku, gdy wystąpi nieprzewidziana potrzeba zamówienia dodatkowych usług leśnych (np. usunięcia szkód po klęsce żywiołowej).

Niezależnie od tego, LP idą na rękę przedsiębiorcom leśnym, starając się ograniczyć – w granicach dopuszczalnych prawem – nieuczciwą konkurencję w przetargach. Ci, którzy mają spore firmy, zainwestowali dużo w maszyny, skarżą się, że kiedy o wyniku przetargów decyduje wyłącznie cena, przegrywają z mniejszymi firmami, które pracują na starym sprzęcie, lekceważą wymogi bhp, oferują zbyt niskie ceny i potem nadrabiają to wysługując się podwykonawcami zatrudniającymi robotników „na czarno”. Dlatego Dyrekcja Generalna LP (DGLP) ujednolica mechanizm kontraktowania usług leśnych przez nadleśnictwa, poprzez m.in. obligatoryjne wdrażanie standardowych wzorów SIWZ i umów oraz wymóg, by w ocenie ofert przetargowych przynajmniej 20 proc. stanowiły kryteria pozacenowe (zatrudnianie przez ZUL pracowników zgłoszonych do wykonania zlecenia na umowy o pracę i pełny etat).

 Trzeba przy tym pamiętać, że za wspieranie w ten sposób rozwoju sektora usług leśnych LP de facto dodatkowo płacą. Mniejsza konkurencja w przetargach, to mniej korzystne cenowo dla Lasów oferty ZUL, a więc wyższe koszty zlecanych usług. Leśnicy tymczasem reprezentują Skarb Państwa i muszą dbać o jego interesy – to ich obowiązek prawny. LP są też podmiotem dominującym na rynku usług leśnych, co nakłada na nie dodatkową odpowiedzialność. Lasy są zainteresowane polityką przetargową, która będzie eliminowała wykonawców nierzetelnych, łamiących przepisy prawa pracy, podatkowe czy bhp albo stosujących ceny dumpingowe, ale nie mogą doprowadzić do sytuacji, w której pod tym pretekstem nastąpi uprzywilejowanie części firm, a innym – zwłaszcza nowym - zostanie zablokowany dostęp do rynku.

Cena usługi kontra „stawka”

Główny problem – i nieporozumienie zarazem - to „stawki”, których znacznego podwyższenia domagają się właściciele ZUL. Przedsiębiorcy leśni uważają, że używane przez część jednostek LP do kosztorysowania zamówień stawki za roboczogodziny są zbyt niskie. Ale stawki w powiązaniu z normami czasu pracy wskazanymi w katalogach służą tylko do wstępnego planowania i kosztorysowania po stronie LP – to jest wewnętrzne narzędzie dla leśników, a nie podstawa jakichkolwiek rozliczeń z ZUL. Jednostka LP zamawia konkretne prace i dba o to, za jaką cenę, czy w odpowiedniej jakości i w przewidzianym terminie wybrany oferent je zrealizuje oraz płaci mu umówioną cenę. Lasy Państwowe – jak każdy zamawiający jakąkolwiek usługę - płacą zakładowi usług leśnych całościowo za wykonane zlecenie, a nie konkretnym robotnikom według stawek za „roboczogodziny”!

Co więcej, obecne katalogi pracochłonności powstały w 2003 r. i są nieadekwatne do dzisiejszych warunków pracy, nie uwzględniają zwłaszcza dużego skoku wydajności (przez co koszt roboczogodziny wychodzi niski). Dlatego „katalogowe" stawki nie mają nic wspólnego z rzeczywistymi. Dla przykładu, w 2014 r. w jednym z nadleśnictw Regionalnej Dyrekcji LP w Pile wybrany w przetargu ZUL realizował pozyskanie drewna w ramach zamówienia obejmującego obszar 4 leśnictw. Pozyskał 42,3 tys. m3 surowca, a koszt tego wyniósł 1,320 mln zł. Zgodnie z deklaracją wykonawcy i skontrolowanym przez zamawiającego stanem, przy realizacji zamówienia pracowało 20 pilarzy (wszystkie prace wykonano „ręcznie”, nie było pozyskania przy użyciu harwesterów). Według katalogów pracochłonności, wykonanie zlecenia przez 20 drwali wymagało łącznie 69,5 tys. roboczogodzin – wychodziłoby, że stawka dla każdego z nich za roboczogodzinę wyniosła 19 zł. Tyle że nie katalogowo, a faktycznie, ci drwale przy realizacji zamówienia przepracowali w sumie (uwzględniając dni wypoczynku) 36,6 tys. godzin – rzeczywista stawka na osobę wyniosła więc 36 zł za godzinę pracy. To już znacznie więcej niż kwota, o jakiej mówią domagający się dziś wyższych „stawek” przedsiębiorcy.

Ta część przedsiębiorców, która teraz protestuje, wie o tym doskonale, a jednak usiłuje przedstawiać sztuczne i nierealne katalogowe stawki za roboczogodziny jako stawki za rzeczywistą godzinę pracy dziś w usługach leśnych – i chce ich podwyższenia o 15-30 proc.

Jeśli koszty po stronie LP, a przychody pod stronie ZUL systematycznie rosną, realne stawki dla robotników leśnych są na przyzwoitym poziomie, to dlaczego przedsiębiorcy twierdzą, że nie mają z czego godnie płacić ludziom? To nie jest pytanie do Lasów. Nie od leśnika, lecz przedsiębiorcy zależy, jaką ofertę złoży w przetargu, jak zorganizuje pracę, by wykonać zlecenie, według jakiego systemu i ile zapłaci swoim pracownikom. Warto tu dodać, że nie ma ani jednego przypadku, by jednostka LP nie dokonała w terminie należnej płatności dla ZUL.

Sygnalizowanym przez wiele osób problemem jest plaga podwykonawstwa w usługach leśnych. Niektóre ZUL to w jednoosobowe firmy albo konsorcja tego typu firm, wynajmujące pracowników do realizacji zleceń. To pole, gdzie ryzyko rozwoju tzw. szarej strefy, jest zwiększone. W takich okolicznościach rozliczenia między firmami a podwykonawcami-robotnikami mogą być nie zawsze rzetelne, podobnie jak dbałość o odpowiednie warunki pracy.
LP zależy na tym, żeby ciężka praca robotników leśnych była godziwie wynagradzana i wykorzystują różne możliwości, by na to wpłynąć. Ale są to możliwości pośrednie, np. poprzez wspomniane wprowadzenie do kryteriów oceny ofert w przetargach kwestii zatrudniania przez zleceniobiorcę pracowników na umowy o pracę (SPL zamawiało opinię prawną, czy jest to dopuszczalne i otrzymało potwierdzenie), finansowanie szkoleń i kursów zawodowych dla pracowników ZUL czy ścisłe współdziałanie z Państwową Inspekcją Pracy.

 

 

 

 

 

 

Ostatnie aktualności

  • Nawałnica zniszczyła lasy

    Nawałnica zniszczyła lasy

  • Leśnicy zadbają o bezpieczeństwo w Puszczy Białowieskiej

    Leśnicy zadbają o bezpieczeństwo w Puszczy Białowieskiej

  • Ochrona kluczowych siedlisk to główny cel

    Ochrona kluczowych siedlisk to główny cel

  • Poszukiwania ofiar powojennej zbrodni

    Poszukiwania ofiar powojennej zbrodni