Luźny zakaz

Panie strażniku, mój pies wcale nie biega samopas! Proszę popatrzeć, gwizdnę i zaraz siądzie przy nodze. Jest świetnie wyszkolony!
04.06.2019 | Tomasz Esman, „Głos Lasu”

Panie strażniku, mój pies wcale nie biega samopas! Proszę popatrzeć, gwizdnę i zaraz siądzie przy nodze. Jest świetnie wyszkolony!

Taką odpowiedź możemy usłyszeć, kiedy zwrócimy uwagę właścicielowi psa biegającego po lesie bez smyczy. Wszystko przez niejasne przepisy w ustawie o lasach.

Zamęt w sieci

Ostatnio na wielu forach internetowych toczyły się dyskusje na temat psa w lesie, a konkretnie tego, czy powinien być na smyczy. Zaczęło się od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z siedzibą w Olsztynie, który zapadł po zaskarżeniu regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie gminy Miłakowo. W regulaminie znalazł się m.in. zapis zakazujący puszczania psa bez smyczy w miejscach publicznych, a zwierząt agresywnych dodatkowo bez kagańca.

Zapis nie dotyczył miejsc rzadko odwiedzanych przez ludzi, takich jak oddalone od miast pola i łąki czy mało uczęszczane parki. Sąd, który rozważał zgodność wprowadzonych ograniczeń z prawem, uznał, że wspomniany zapis nie ma umocowania prawnego i jest bardziej rygorystyczny niż zasady prawne aktów wyższego rzędu (w tym przypadku ustawy o ochronie przyrody). Łamie więc zasadę hierarchiczności prawa – akt niższego rzędu nie może naruszać aktu wyższego rzędu.

Wyrok wywołał zamieszanie w sieci. Szczególnie poruszył tych, którzy na co dzień spacerują ze swoimi pupilami w miejscach publicznych. Niektórzy interpretację sądu przerzucili na grunt przepisów ustawy o lasach, twierdząc, że zakaz „puszczania psa luzem" wcale nie oznacza, że pies musi być prowadzony na smyczy czy innym rzemieniu. Jak się okazuje, zdania są mocno podzielone. Czy leśniczy, strażnik leśny lub inna uprawniona osoba może wystawić mandat właścicielowi psa, który wybrał się do lasu bez smyczy, czy nie?

Czy luzem to bez smyczy? 

Zakaz puszczania psa luzem, podobnie jak inne zakazy, został ujęty w art. 30 ustawy o lasach. Co właściwie kryje się za określeniem „luzem"? Według słownika języka polskiego PWN – „nie w zaprzęgu", tyczy się to jednak koni. Samo słowo „luz" potocznie oznacza „swobodę, brak ograniczeń w jakimś działaniu lub zachowaniu; też: naturalność zachowania". Co dziwne, ustawodawca nie napisał jasno, że w lesie zabrania się puszczania psa bez smyczy.

Warto sprawdzić, czy w prawie – w przepisach innych ustaw – występuje pojęcie „smyczy" i  jakaś ogólnie przyjęta forma zapisu nakazująca posiadaczom psów korzystanie z niej. Otóż w prawie łowieckim wielokrotnie podkreśla się, że pies powinien być trzymany na otoku (specjalnej kilkumetrowej lince dla psów myśliwskich). O smyczy możemy, owszem, przeczytać w nowelizacji ustawy o ochronie przyrody z 2000 r. – sformułowano wówczas wyraźny zakaz wprowadzania psów bez smyczy i kagańca na teren parków narodowych i rezerwatów – jednak zapis ten… z czasem zniknął. Obecnie obowiązuje bardziej rygorystyczne ograniczenie: „W parkach narodowych oraz w rezerwatach przyrody zabrania się wprowadzania psów na obszary objęte ochroną ścisłą i czynną, z wyjątkiem miejsc wyznaczonych w planie ochrony (...)" (art. 15 pkt 16).

Na próżno dziś szukać przepisu, który jednoznacznie stwierdza, czy w parkach narodowych lub rezerwatach pies powinien być na smyczy, czy pod kontrolą właściciela; ustawa o ochronie przyrody też nie mówi nic o wyprowadzaniu psa na smyczy. Za to w ustawie o ochronie zwierząt jest zapis zabraniający „puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna" (art. 15 pkt 16).

Przywilej prowadzenia psów bez smyczy i (lub) kagańca został natomiast nadany osobom niepełnosprawnym, które korzystają z pomocy psa przewodnika (w art. 20a pkt. 6 ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, który brzmi: „osoba niepełnosprawna nie jest zobowiązana do zakładania psu asystującemu kagańca oraz prowadzenia go na smyczy").

Patrząc na powyższe przykłady, można przypuszczać, że „zakaz puszczania psa luzem" w ustawie o lasach został umyślnie sformułowany w ten sposób. I wcale nie oznacza to, że pies powinien być prowadzony na smyczy...

Co na to prawnicy?

Niestety, w żadnym spośród zebranych przeze mnie komentarzy do ustawy o lasach nie znalazłem jasnych wskazówek, jak należy interpretować „puszczanie luzem psa". Za to we wszystkich komentarzach prawnicy jako dobro, które wprowadzony zakaz ma chronić, wskazują życie, zdrowie i niezakłócone bytowanie zwierząt dziko żyjących w lesie. Jest też mowa o ochronie roślinności leśnej, która mogłaby zostać uszkodzona przez swobodnie biegającego psa.

Przepisem, który nakłada sankcję karną za złamanie zakazu „puszczania luzem", jest art. 166 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim osoba, która puszcza luzem psa poza czynnościami związanymi z polowaniem, podlega karze grzywny albo karze nagany. Również i w tym przepisie ustawodawca sprytnie wybrnął ze zdefiniowania, czym jest „puszczanie psa luzem".

Według komentarza do Kodeksu wykroczeń redakcji Pawła Daniluka (wydanie z 2019 r.) sformułowanie to oznacza wypuszczanie psa lub wprowadzanie do lasu bez smyczy albo wprowadzenie psa do lasu na smyczy, a później zwolnienie jej, tak aby umożliwić mu poruszanie się okolicy. Podobnie uważa Marek Bojarski (wydanie z 2011 r.), według którego formą popełnienia wykroczenia może być wypuszczenie psa do lasu albo spuszczenie go ze smyczy. Przy czym drugi komentator wykazał się większą ostrożnością, używając słowa „może".

Pewne jest natomiast, że nie ma znaczenia, czy osoba popełnia wykroczenie umyślnie, czy nie, ani to, w jakim lesie się znajduje (czy to las należący do Skarbu Państwa, czy prywatny). Bez znaczenia jest również wielkość psa – nawet najmniejsze rasy według ustawodawcy stanowią zagrożenie dla bytowania zwierząt. Dlatego tłumaczenie, że pekińczyk czy york nie jest w stanie złapać zająca albo sarny, nie jest okolicznością usprawiedliwiającą właściciela psa. Co istotne: żeby sprawca został ukarany, wcale nie trzeba udowadniać, że pies wyrządził jakąś szkodę lub istniało realne prawdopodobieństwo, że może ją spowodować. Wystarczy, że pies swobodnie poruszał się po lesie.

Różne formy sprawowania kontroli

Bez wątpienia przypadkiem, w którym właścicielowi należy się mandat, jest sytuacja, gdy biegający po lesie pies nie przybiega na zawołanie swojego opiekuna. To pokazuje, że właściciel nie jest w stanie ograniczyć mu swobodnego poruszania się po lesie.

Jednak wytresowany pies, który słucha komend i idzie przy nodze właściciela, nie wydaje się „puszczony luzem". Czy więc właściciel takiego wyszkolonego czworonoga, znajdującego się pod kontrolą inną niż w postaci uwięzi na smyczy, powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności? Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Dobrze wytresowany pies powinien wrócić na każde zawołanie swojego właściciela, jednak czy tresura, nawet najlepsza, daje gwarancję, że pies goniący sarnę, kierowany instynktem, wróci na zawołanie? Nie każdy właściciel mógłby w takiej sytuacji poręczyć za własne zwierzę. Bywa przecież, że najbardziej leniwy kanapowiec w lesie zamienia się w drapieżcę.

Właściciel oprócz smyczy ma jeszcze inne formy sprawowania bezpośredniej kontroli nad zwierzęciem do wyboru. Może przecież w każdej chwili złapać i przytrzymać psa. Nie wydaje się, żeby taki właściciel zasługiwał na mandat. Coraz popularniejsze są torby spacerowe, w których nosi się miniaturowe pieski – w takim przypadku czworonóg nie ma możliwości swobodnego przemieszczania się, a w razie gdyby raptownie chciał wyskoczyć i pobiec za uciekającym zwierzęciem, właściciel jest w stanie szybko mu to uniemożliwić. Mamy też mało humanitarne, ale skuteczne obroże elektryczne, które rażą psa prądem. W takim przypadku z całą pewnością właściciel nie pozostawia swojemu zwierzęciu swobody, pies nie jest więc „puszczony luzem", choć nie prowadzi się go na smyczy.

Co z tymi mandatami?

Ustawa wymaga zmian, a przynajmniej jasnego zdefiniowania, czym jest „puszczenie luzem psa w lesie". Dotychczas co prawda nie zdarzyło się, żeby ktoś zanegował przyjęcie mandatu, więc sąd nie musiał ustalać, czy taka osoba faktycznie popełniła wykroczenie. A przynajmniej ja do takiego wyroku nie dotarłem. Gdyby się taki pojawił, można byłoby z większą śmiałością upominać nieroztropnych właścicieli psów. Póki co musimy liczyć się z tym, że właściciel czworonoga zaneguje nasze twierdzenie, że pies powinien znajdować się na smyczy.

Mamy jednak jeszcze jeden argument, często pomijany, a mianowicie: bezpieczeństwo samego psa. Przecież właściciel ma obowiązek ochrony swojego zwierzęcia przed ewentualnymi niebezpieczeństwami, a tych w lesie nie brakuje. Być może ten argument trafi do serc właścicieli – i spowoduje większą przychylność dla zakazu „puszczania luzem".

 

* Nie można odwołać lochy

Celem zakazu puszczania psa luzem jest bezpieczeństwo zwierząt – przede wszystkim dziko żyjących w lesie, ale też psów. Ustawodawcy nie chodziło przecież o napędzanie popytu na smycze. Las może być niebezpieczny dla psów, tak jest w moim nadleśnictwie. Od kiedy pojawiły się tu wilki, wałęsające się psy całkowicie zniknęły. Nie zdecydowałbym się na poszukiwanie postrzałka z psem bez otoku, ranne zwierzę może być dla niego niebezpieczne. Tak samo jak locha prowadząca swoje młode. Wytresowanego psa można odwołać, ale nie można odwołać lochy. Takie spotkanie źle by się skończyło. Drugą ważną kwestią jest niemożność udowodnienia, że pies puszczony luzem jest karny i nie ma pełnej swobody. Kto mógłby to potwierdzić? Certyfikat karności psa? Prawdziwym jednak wyzwaniem jest ustalenie właściciela psa. Brak obowiązku czipowania psów i kotów to duży problem, ludzie potrafią się wyprzeć pupila, nawet jeśli łasi im się do nogi. Według mnie art. 166 Kodeksu wykroczeń to kompromis – chodzi i o bezpieczeństwa psa, i innych zwierząt w lesie.

Dariusz Dyl
Strażnik Leśny, Nadleśnictwo Okonek


* Pies to też zwierzę

Przede wszystkim należy pamiętać, że pies to tylko zwierzę i bez względu na to, czy jest wyszkolony, czy nie, zawsze jest duże prawdopodobieństwo, że właściciel straci nad nim kontrolę. Pies może nie tylko pogonić zwierzynę, ale też wpaść pod auto lub w inny sposób spowodować zagrożenie. Nie da się tego przewidzieć. Nawet najlepiej wyszkolony nie jest pozbawiony naturalnych odruchów. Poza tym psa, jak człowieka, pewne okoliczności zaskakują i wtedy możemy stracić nad nim kontrolę. Nawet psy, które pracują w służbach specjalnych i z osobami z niepełnosprawnościami, niczym się nie różnią od innych psów. Jedynie stopniem wyszkolenia. Jako osoba, która szkoli psy, ale przede wszystkim jako właściciel uważam, że pies powinien być zawsze pod bezpośrednią kontrolą. Czy to w postaci smyczy, czy nawet, jeśli mamy odpowiednie kwalifikacje, smyczy elektronicznej. Na rynku są też dostępne długie linki, które pozwalają się psu wybiegać, a nam sprawować nad nim kontrolę.

Mariusz Kuzmecki
Profesjonalne Szkolenie Psów Dog Work


* Kary uprawnione

Rolą zakazu puszczania luzem psa w lesie jest ochrona dzikich zwierząt, a pośrednio również właścicieli psów (głównie przed ucieczką zwierzęcia i szkodami, jakie może wyrządzić w otoczeniu) i innych użytkowników lasu. Jednak zapis w obecnej formie jest niefortunny. Pojedyncze orzeczenie sądu nie może być tożsame z utrwaloną linią orzeczniczą. Oznacza to, że w innym przypadku sąd może uznać zupełnie inaczej. Jeden wyrok nie może być przerzucony na grunt ustawy o lasach. Jeżeli ktoś nie prowadzi w lesie psa na smyczy, to uważam, że uprawnione jest ukaranie go mandatem czy upomnieniem. Taka osoba może nie przyjąć kary i sprawa zostanie wówczas skierowana do sądu. Najlepiej, żeby to sądy rozwiały wątpliwości powstające przy tym zakazie. Warto dodać, że jeśli pies wyrządzi szkodę w mieniu lub zaszkodzi drugiemu człowiekowi, to jego właściciel odpowiada za to na zasadach określonych w przepisach Kodeksu cywilnego. Jeśli zaś doszłoby do poważnego uszczerbku na zdrowiu, a nawet śmierci, wówczas właściciel zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

Agnieszka Macura 
Radca Prawny, Trener, prowadzi profil leśneprawo.pl