W Puszczy Białowieskiej masowo zamierają świerki zaatakowane przez kornika drukarza. Ofiarą padło pół miliona drzew na terenie trzech puszczańskich nadleśnictw. Drzewa umierają też w rezerwatach mieszczących się na trenach zarządzanych przez LP oraz w Białowieskim Parku Narodowym. LP rozpoczęły prace mające na celu zebranie informacji na temat stanu środowiska przyrodniczo-kulturowego w Puszczy.
Pracownicy Leśnego Banku Genów Kostrzyca powrócili do Puszczy Białowieskiej. W ramach projektu zachowania zagrożonych puszczańskich gatunków będą zbierać te, których nie udało się pozyskać w ubiegłym sezonie.
Mimo remontu Drogi Narewkowskiej będzie można dojechać do Kosego Mostu. Dwa dni temu przedstawiciele Białowieskiego Parku Narodowego RDLP w Białymstoku podpisali porozumienie w sprawie wyznaczenia zastępczej trasy.
Leśnicy z puszczańskich nadleśnictw chcą w tym roku odbudować puszczańskie drzewostany, które uległy rozpadowi po katastrofalnej gradacji kornika drukarza w ostatnich latach. Niestety, organizacja pozarządowe sprzeciwiają się planom odbudowy Puszczy.
- Polska jest państwem prawa, szanującym opinię rzecznika Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – komentuje Henryk Kowalczyk, minister środowiska, dzisiejszą (20 lutego) opinię rzecznika generalnego TSUE w sprawie Puszczy Białowieskiej.
Usuwanie martwych drzew rosnących wzdłuż dróg i szlaków turystycznych w Puszczy Białowieskiej – poza obszarem rezerwatów i BPN – jest dopuszczalne. Tak uważa aż 63 proc. Polaków biorących udział w ankiecie przeprowadzonej przez PBS
Puszcza Białowieska nie schodzi z łam mediów od co najmniej dwóch lat. Przyczyną jest kornik drukarz. Od początku jego gradacji zginęło już niemalże 8 tys. ha lasów świerkowych. Czy to dużo? Wyobraźcie sobie Warszawę. A teraz wymażcie z jej granic trzy dzielnice: Wolę, Ochotę i Śródmieście. Zniknęły w ciągu czterech lat. Jeszcze 30 lat temu jadący drogą do Białowieży w Rezerwacie Krajobrazowym im. Władysława Szafera stawali i zadzierali głowy do góry w zachwycie nad 50 metrowymi świerkami. Dziś niemal wszystkie z nich nie żyją. Zabiła je gradacja kornika.
Nieprawdziwe są powielane w ostatnich dniach w niektórych mediach, portalach internetowych lub serwisach społecznościowych informacje, jakoby na obszarze zarządzanym przez nadleśnictwa Białowieża, Browsk lub Hajnówka Puszcza Białowieska została „zamknięta przez leśników” dla rowerzystów lub kogokolwiek innego.
Spór o Puszczę Białowieską stał się sprawą polityczną - zauważa Krzysztof Fronczak w „Echach Leśnych". Rozgrywka od dawna już prowadzona przez grupę aktywistów z „aparatem władzy”, za sprawą ich usilnych starań weszła stadium, w którym uznały za wskazane zabrać głos unijne salony. Pod tym względem kontestatorom spod znaku organizacji pozarządowych udało się osiągnąć cel – zrobiło się głośno. Niestety, samemu przedmiotowi sporu w niczym się to nie przysłużyło.
28 listopada br. przedstawiciele Greenpeace Polska, Fundacji Dzika Polska i aktywiści z tzw. Obozu dla Puszczy upublicznili raport o tzw. Wilczej Trybie, miejscu znajdującym się na terenie Nadleśnictwa Białowieża. Zawarte w opracowaniu stwierdzenia mają być wynikiem „społecznego monitoringu gospodarki leśnej”, prowadzonego na terenie Puszczy Białowieskiej od czerwca do listopada 2017 r. przez osoby związane z wyżej wskazanymi organizacjami. (Warto przypomnieć, że działały one często z naruszeniem ustawy o lasach, bowiem łamały obowiązujące w Nadleśnictwie Białowieża okresowe zakazy wstępu do lasu na powierzchniach roboczych). Jesteśmy zmuszeni sprostować mnóstwo podanych w „Raporcie z Wilczej Tryby” informacji, które są albo nieprawdziwe, albo co najmniej nieścisłe, a przez to wprowadzające odbiorców w błąd.