Oblicza Ludzi Lasu

emerytowany leśniczy, pszczelarz, myśliwy
Mężczyzna w okularach i w stroju pszczelarza pozuje przy ulu trzymając ramkę, w której widać to co wytworzyły pszczoły
Jerzy Miliszewski

Profesja: emerytowany leśniczy, pszczelarz, myśliwy

Pan Jerzy Miliszewski jest leśnikiem, emerytowanym Leśniczym Leśnictwa Darów. Całe swoje życie zawodowe, począwszy od 1969 roku spędził pośród lasów Beskidu Niskiego, które wówczas – ponad 50 lat temu - były bardziej „dzikie” niż Bieszczady. Wielką pasją Pana Jerzego jest łowiectwo oraz pszczelarstwo, któremu teraz, na emeryturze, poświęca każdą wolną chwilę. Pszczoły odpłacają tym, co robią najlepszego – leśnym miodem. A miód z pasieki Pana Jerzego nie ma sobie równych, zwłaszcza kiedy występuje spadź jodłowa. Historię swojej pracy i życia na tym „końcu świata” Jerzy Miliszewski opisuje w książce „Darów – moje leśne życie. Wspomnienia Beskidzkiego Leśnika”, która stanowi niezwykły pamiętnik, pełen opowieści o życiu ludzi i lasów tego rejonu Polski.

Mój związek z lasem trwa od dziecka, a "służbowo" od 1 września 1964 roku, kiedy rozpocząłem naukę w Technikum Leśnym w Białowieży

Moje ulubione lasy to lasy Beskidu Niskiego, lasy Leśnictwa Darów, w których spędziłem całe zawodowe życie.

Las dał mi możliwość spełnienia mojego największego zawodowego marzenia – zastania leśnikiem i pracy w lesie. Po objęciu leśnictwa w Darowie stanęły przede mną poważne zawodowe wyzwania i odpowiedzialność, jaka wiązała się z tym stanowiskiem. Zimą, kiedy śniegi odcinały nas od świata, robotnicy nie przyjeżdżali, zajmowałem się z reguły polowaniem. Była to wyłącznie traperka, żadnych ambon wówczas nie było. Poznawałem w ten sposób teren mojego leśnictwa, tropiłem zwierzynę, wynajdowałem ciekawostki przyrodnicze, dotychczas nieodkryte. Dzisiaj śmieję się z siebie, wspominając tamte wyczyny, ale wówczas podchodziłem do tematu bardzo poważnie. Kiedy z powodu obfitych opadów śniegu nie dało się chodzić pieszo, zakładałem stare, jesionowe narty. Podczas mojej pierwszej zimy w Darowie odkryłem cisa, który do dzisiaj rośnie jako jedyny przedstawiciel swojego gatunku w Leśnictwie Darów.

To właśnie w lesie rozpoczęło się poniekąd moje dorosłe życie. Lasy pogranicza Beskidu Niskiego i Bieszczadów, gdzie rozpocząłem staż, były w moich oczach piękne i tajemnicze, a przede wszystkim tak bardzo różne od tych, które znałem z dzieciństwa oraz z Puszczy Białowieskiej. Od pierwszych dni stażu, który odbywałem w lasach Nadleśnictwa Wisłok Wielki, uczestniczyłem we wszystkich pracach leśnych, chodząc za leśniczym jak cień, bacznie wszystko obserwując i wyciągając wnioski. Drzewostany jodłowe z niewielką domieszką buka stanowiły większość w leśnictwie. Spory udział stanowiła także olsza szara, która jako dość ekspansywny gatunek pionierski szybko zajmowała połemkowskie pola. Wraz ze mną w leśnictwie pracowało jeszcze dwóch gajowych, a były to postacie bardzo ciekawe, wręcz nietuzinkowe. Teraz, po latach, wyraziście widzę jak wielką życzliwość i wsparcie okazywano mnie – młodemu chłopakowi, który wybrał życie leśnika w tym ciekawym regionie kraju.