Wakacyjne „Echa Leśne”

Już ukazały się kolejne, tym razem letnie „Echa Leśne”. W tym numerze magazynu przyjaciół lasu znajdziemy m.in. tekst o żółwiach błotnych.
02.07.2016 | ADAM ROBIńSKI

Już ukazały się kolejne, tym razem letnie „Echa Leśne”. W tym numerze magazynu przyjaciół lasu znajdziemy m.in. tekst o żółwiach błotnych.

W tekście „Żółw nasz rodzimy" w dziale Zwierzyniec Adam Robiński zdradza tajemnice krajowych żółwi błotnych, które są pod ochroną od 1935 r.

Pierwsze zaskoczenie: żółw błotny wcale nie jest jakoś szczególnie powolny, jak głosi opinia, którą za sobą ciągnie. Powolność połączona ze znaczną płochliwością dałoby raczej komiczny efekt, a mowa przecież o dostojnym, długowiecznym gadzie. Owszem, na lądzie nie czuje się jak ryba w wodzie, za to braki nadrabia umiejętnym maskowaniem. Próżno szukać w nim jaskrawości, zlewa się w jedno z liśćmi, glebą, trawą. Dlatego w połowie kwietnia Andrzej Milaniuk, nadleśniczy Nadleśnictwa Sobibór niespecjalnie zachęca do przyjazdu na Polesie. – Jestem tu od czterech lat i jeszcze nie widziałem tak, po prostu, żółwia w terenie. Tylko w okresie lęgów, ale one zaczynają się na przełomie maja i czerwca – mówi.

Rzeczywiście, żółw błotny to wyjątkowo skryte zwierzę. Szacuje się, że na Polesiu, a więc głównie w nadleśnictwach Sobibór, Chełm i w Poleskim Parku Narodowym żyje nawet półtora tysiąca tych gadów. To zdecydowanie najwięcej w Polsce. A jednak obszar ten jest tak duży, że ich wypatrywanie tych w jeziorach, bajorach i wszelkich innych poleskich stojących wodach jest szukaniem igły w stogu siana.

Przeczytaj cały tekst w „Echach Leśnych”.

Paradoksalnie, łatwiej żółwia zobaczyć tam, gdzie… jest go mniej. Na przykład na Ziemi Radomskiej. – Mamy tu drugą pod względem wielkości populację w Polsce – mówi, pochylając się nad głębokim na półtora metra kameralnym oczkiem wodnym ogrodzonym siatką Cezary Iwańczyk, z wykształcenie ornitolog, a trochę z przypadku, jak podkreśla, opiekun żółwi.

– Kilka dni temu kolega leśnik doniósł mi, że nad Zwoleńką widział już wybudzone żółwie, więc uznałem, że skoro w naturze poczuły wiosnę, to i te nasze zabiorę ze strychu – mówi. Dni są jednak pochmurne i wciąż chłodne, żółwie wcale nie wychodzą z wody. Co innego, gdyby przygrzało. Gdy tylko pojawi się słońce, będą łapać każdy jego promień, bez ruchu wylegiwać się na brzegu. Tak samo te na wolności. To chyba ulubiona czynność, przynajmniej z tych, które można zaobserwować. Bo jednak większość swego życia spędzają pod wodą, tam, gdzie na podglądanie nie ma szans.

Ale żółwie błotne żyją też w zachodniej Polsce w dorzeczu Odry. To inna linia ewolucyjna, genetycznie bliżej im do gadów z terenów Niemiec czy Francji. Jest ich też sporo mniej, bo choć osobniki obserwowano w co najmniej kilkunastu lokalizacjach, to tak naprawdę tylko w trzech z nich wyprowadzały lęgi.

Odpowiednie umiejscowienie żółwich siedlisk na mapie jest ważne głównie dlatego, że to wyjątkowo mało mobilne zwierzęta. – Samice często spędzają całe życie w jednym bajorku, chyba, że po drodze przytrafi się jakaś susza i ono wyschnie – tłumaczy Janusz Holuk, naczelnik wydziału spraw terenowych z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Lublinie. Samiec z kolei trochę wędruje, bo szuka partnerek. Jego wędrówka zamyka się w obszarze kilkudziesięciu, kilkuset hektarów. – W Nadleśnictwie Sobibór mieliśmy kiedyś dwa wypadki, że osobnik pokonał dystans ośmiu, dziewięciu kilometrów. Wiemy to po znakowaniu, numerach naniesionych na karapaksy, grzbietową część skorupy. Nie sposób jednak wykluczyć udziału człowieka w tej wędrówce. Wystarczy, że ktoś znalazł żółwia i postanowił go przenieść np. do rezerwatu – mówi Janusz Holuk.

Żółwice wychodzą na ląd wtedy, gdy zakwitają żółte kosaćce. Składają jaja późnym popołudniem lub wieczorem. Nie wolno im wtedy przeszkadzać. Naszym żółwiom błotnym zagraża też inwazja egzotycznego gatunku żółwia czerwonolicego z Ameryki Północnej. Chętnie kupowany do terrariów, szybko rośnie, a potem wielu hodowców, chcąc się pozbyć kłopotu, lekkomyślnie wypuszcza gada na wolność. Choć w Polsce jeszcze się nie rozmnaża, wypiera rodzime gatunki z siedlisk

Większość tych gadów ginie, zanim dożyje roku. Ich rozmnażanie się to niemal rosyjska ruletka. Na przełomie maja i czerwca samica wychodzi z wody, po czym składa kilkanaście jaj. Gniazdo kopie tylnymi łapami, nawet 10 cm w głąb ziemi. A potem je zasypuje, maskuje i wraca do szarej codzienności wodnego życia. Podczas stu dni inkubacji zdarzyć się może wiele złego. Bo jeśli lato nie będzie specjalnie gorące, młode będą musiały poczekać będą na opuszczenie gniazda do kolejnego roku. Tak dzieje się zwykle na Mazurach – tamtejsza populacja musiała w ten sposób przystosować się do niekorzystnego, bo trochę zbyt chłodnego klimatu. Ale to nie zła pogoda jest głównym zagrożeniem, a drapieżniki. Lisy, dziki, jenoty, borsuki wykopują i zjadają jaja. Ptaki czy choćby łasice polują z kolei na wyklute już młode. Żółwiki wielkości pięciozłotówek wypełzają spod ziemi, po czym niemrawo ruszają w stronę wody. Są wtedy łatwą ofiarą. Ich ciało jest jeszcze miękkie, łatwo je przegryźć.

– Do tej pory sądziliśmy, że dorosły żółw nie ma wrogów – mówi Holuk. Ale potem na horyzoncie pojawił się szop pracz. – To doskonały pływak i żółw nie ma szans na ucieczkę przed nim. Drapieżnik, rozcinając mostek łączący górną i dolną skorupę, po prostu rozpruwa ją na pół.Teraz na Polskę idzie nawałnica szopa z Niemiec. Na wschodzie żółwie sobie poradzą, bo zamieszkują naprawdę duży obszar Polesia. Ale te nadodrzańskie żyją tylko na kilkunastu stanowiskach. Jeśli szop tam przyjdzie i będzie sukcesywnie niszczył lęgi, to je po prostu wykończy – dodaje Janusz Holuk.

Ludzi żółw nie ma co się bać, bo nie ma też z nimi na pieńku.Często dostaje też od nich wsparcie. Pod ochroną jest w Polsce od 1935 r. i wiąże się to z konkretnymi działaniami. Weźmy choćby Nadleśnictwo Sobibór, gdzie ustanowiono strefy ochronne na 58 ha lasów gospodarczych (a więc nie licząc rezerwatów). Mazurskie nadleśnictwa chwalą się z kolei odtwarzaniem żółwich siedlisk. Podobnie nadleśnictwa z Lubuskiego.

– Zagrożeniem jest brak lęgowisk – tłumaczy Holuk. Nie bez powodu więc w ramach programu Life+ „Ochrona różnorodności biologicznej na obszarach leśnych, w tym w ramach sieci Natura 2000 – promocja najlepszych praktyk”, realizowanego w latach 2012-2014 przez Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych, skupiono się przede wszystkim na monitorowaniu i ochronie miejsc, gdzie żółwie przychodzą na świat. Gniazda zabezpiecza się metalowymi siatkami, które drapieżnikom trudno jest pokonać. I chyba przynosi to skutek, bo na Polesiu coraz częściej widuje się młode. – Muszę też podkreślić przychylność mieszkańców. Kiedyś znaleźliśmy gniazdo na prywatnej działce, na której ktoś chciał właśnie budować dom. Z uwagi na żółwie ten dom postawił w innym miejscu, a działkę oczyścił tak, by ułatwić im składanie jaj.