Rekordowe grzybobrania

Nawet 7 tys. zł, tyle rekordziści w „grzybnych” regionach w świętokrzyskich nadleśnictwach potrafią zarobić w sezonie na grzybobraniu. Kończy się sezon na grzyby i trzeba przyznać, że dla wielu był on naprawdę udany. Dzięki powszechnej dostępności lasów wiele osób zasiliło domowe budżety, a przede wszystkim ususzyło grzyby i zrobiło z nich przetwory. Presja na las jest jednak zwiększona, a służba leśna w okresach wysypów grzybów ma więcej pracy.
23.10.2019 | Edyta Nowicka, rzecznik prasowy RDLP w Radomiu

Nawet 7 tys. zł, tyle rekordziści w „grzybnych” regionach w świętokrzyskich nadleśnictwach potrafią zarobić w sezonie na grzybobraniu. Kończy się sezon na grzyby i trzeba przyznać, że dla wielu był on naprawdę udany. Dzięki powszechnej dostępności lasów wiele osób zasiliło domowe budżety, a przede wszystkim ususzyło grzyby i zrobiło z nich przetwory. Presja na las jest jednak zwiększona, a służba leśna w okresach wysypów grzybów ma więcej pracy.

W Polsce lasy państwowe są powszechnie dostępne, a korzystanie z wielu ich dóbr, w tym grzybów jest bezpłatne. Najczęściej w sezonie grzybowym w ten sposób dorabiają emeryci, renciści i osoby mieszkające w uboższych regionach, obfitujących w grzybne lasy właśnie tak mogą dorobić do domowego budżetu.

W regionie świętokrzyskim nie są rzadkością punkty skupu grzybów, zarówno stacjonarne, jak i mobilne. Jeden z nich znajduje się na gminnym parkingu, naprzeciwko legendarnego pomnika przyrody dębu Bartka.
Ceny, tuż przed ostatnią sobotą i niedzielą,  znów poszły w górę – jest sucho, były już przymrozki, więc grzybów mniej. Podział klas borowików jak wszędzie: „białe” (nazwa od barwy spodu kapelusza) – 28 zł za kilogram, „żółte” 10 zł, a „zielone” i inne grzyby 3 zł.
Mleczaje jodłowe ok. 15 zł. W szczycie sezonu ceny są nawet o połowę niższe. Ciekawostką są skupowane kolczaki obłączaste, zwane czasem sarnami zaroślowymi, nie przez wszystkich zbierane. W niektórych skupach przyjmowane są też znane tylko niektórym lejkowce dęte tzw. cholewki.

Cieszy, że przez powszechną dostępność Lasy Państwowe pośrednio wspomagają domowe budżety, a przy okazji zapewniają rekreację w lesie, bo cóż jest przyjemniejszego niż grzybobranie?

Jednak presja grzybiarzy na las jest duża, dlatego dla służby leśnej to czas wzmożonej pracy. Grzybiarze często chcą jak najszybciej dojechać do lasu i to bezpośrednio „pod borowika”. Stąd służba leśna wystawia wiele upomnień i mandatów.
Ostatnio w Nadleśnictwie Suchedniów otrzymali je trzej obywatele Rumunii, którzy nielegalnie wjechali do lasu. Pojawienie się obcokrajowców zarabiających w Polsce na grzybobraniu to też nowy trend, z którym świętokrzyscy leśnicy spotkali się po raz pierwszy.