O zmianach klimatu w „Echach Leśnych"

Postępujące globalne ocieplenie nie pozostaje bez wpływu na przyrodę. Zmiany są coraz wyraźniejsze, jak choćby inne niż dotąd zachowania zwierząt oraz wahania liczebności różnych gatunków – napisał Paweł Oglęcki w „Echach Leśnych”.
06.09.2016 | PAWEł OGLęCKI

Postępujące globalne ocieplenie nie pozostaje bez wpływu na przyrodę. Zmiany są coraz wyraźniejsze, jak choćby inne niż dotąd zachowania zwierząt oraz wahania liczebności różnych gatunków – napisał Paweł Oglęcki w „Echach Leśnych”.

Autor w artykule „Klimat się zmienia…” zauważa, że w przyrodzie nic nie jest proste, więc poszczególne rośliny i zwierzęta odmiennie reagują na zmianę klimatu. O tym, jak dużym modyfikacjom ulega biologia konkretnych gatunków, decyduje ich tryb życia oraz ogólnie rozumiana tolerancja na czynniki zewnętrzne, w tym przypadku przede wszystkim na temperaturę. Według Piotra Oględzkiego najlepszym miernikiem tych zmian są ptaki.

Duża część gatunków odbywa sezonowe migracje, dlatego stosunkowo łatwo zauważyć postępujące różnice w dystansie wędrówek i czasie pobytu „poza domem”. W obu wypadkach tendencja jest wyraźna – ptaki odlatują coraz bliżej i szybciej powracają na stare śmiecie, czyli lęgowiska. Wynika to z naturalnej i w pełni zrozumiałej zasady oszczędzania energii – po co mam lecieć daleko, skoro bliżej też jest dobrze. To dlatego trudniej zaobserwować w Polsce jemiołuszki, dla których jesteśmy ciepłym krajem (gniazdują w Skandynawii i północnej Rosji).

Przeczytaj cały artykuł „Klimat się zmienia…”

Po prostu znajdują coraz lepsze warunki gdzieś po drodze. Coraz więcej ptaków w ogóle zaprzestaje sezonowych wędrówek, trochę na zasadzie „ryzyk-fizyk”, bo oczywiście jeśli nastanie ostra zima, będą miały kłopoty. Klasycznym przykładem może tu być rudzik – przesympatyczny drobny włóczykij z rudą piersią, ostatnio często spotykany na obrzeżach lasów od listopada do marca, kiedy to powinien bawić na Półwyspie Iberyjskim - zauważa autor.

Zaniechanie wyczerpującej wędrówki pomaga zaoszczędzić energię, tak potrzebną na czas rozrodu, ale zima pozostaje zimą i – choć statystycznie coraz łagodniejsza – może przynieść falę nawet kilkunastostopniowych mrozów. Cóż mają wtedy zrobić ptaki, które „wyszły przed szereg” i zdecydowały się zaryzykować? Ano poszukać takich miejsc, w których łatwiej będzie przetrwać – choćby były one całkiem odmienne od ich naturalnych siedlisk. W wypadku rudzików, strzyżyków czy drozdów są to miasta, w którym zawsze jest cieplej i łatwiej o coś do jedzenia.

Dla gatunków otwartych przestrzeni zimowym schronieniem często staje się las, w którym panuje nieco wyższa temperatura i łatwiej znaleźć osłonę, choćby przed arktycznym wiatrem. Podczas leśnych wędrówek można wtedy spotkać prawdziwe ornitologiczne fuksy. W styczniu tego roku, przy niewielkim oczku wodnym, na które w lecie nie zaglądają nawet krzyżówki, zadomowił się na kilkanaście dni wodnik – ptak z rodziny chruścieli, związany z szuwarami dużych zbiorników i zazwyczaj odlatujący nad Morze Śródziemne. Żwawo dreptał po śniegu, poszukując czegoś w pasie odmarzniętej wody przy brzegu. Nawet w środku lasu można zimą spotkać bażanty, nie mówiąc o kuropatwach – oba te gatunki są co prawda osiadłe, ale związane raczej z polami uprawnymi i łąkami.


Kos jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku zimował w Polsce sporadycznie. Teraz na południowy zachód odlatuje nie więcej niż 25 proc. osobników.

Oczywiście, postępujące ocieplenie ma wpływ także na inne, poza ptakami, grupy zwierząt - podkreśla autor.  Duże leśne ssaki, takie jak jeleń, sarna, dzik czy łoś, raczej zyskują niż tracą – aby dostać się do pokarmu, nie trzeba przekopywać się przez grubą warstwę śniegu, drzewa i krzewy nie są zamarznięte na kamień, łatwiej buchtować w glebie. Trzeba jednak pamiętać także o negatywnych skutkach zmian klimatycznych, które dotykają gatunki zapadające w tak zwany sen zimowy.

Dla niektórych hibernujących gatunków,  jak napisał Piotr Oględzki,  takich jak popielica czy koszatka, nie ma to zbytniego znaczenia – śpią tak mocno, że nie reagują na takie zmiany. Najsłynniejszy z zimowych śpiochów – niedźwiedź brunatny – nie jest już jednak tak nieczuły. Nie chodzi nawet o to, że samica – niejako przez sen – rodzi w tym czasie od dwóch do czterech młodych. Niedźwiedzie budzą się z letargu przy nagłych wzrostach temperatury, a każde takie wyrwanie ze snu oznacza dużą stratę energii. Nic dziwnego, że zwierzęta są na wiosnę chude i osłabione. Jeśli ta tendencja się utrzyma, mogą mieć poważne problemy kondycyjno-zdrowotne.

Pobierz aktualny numer kwartalnika.

Postępujące ocieplenie jest odczuwalne nie tylko w chłodnych porach roku. Także latem coraz częściej dochodzi do występowania anomalii pogodowych – coraz dłuższych okresów upałów i susz hydrologicznych. Oznacza to deficyt wody, absolutnie niezbędnej do życia. Wysychają wodopoje, spragnione zwierzęta tracą ostrożność i gromadzą się na odsłoniętych brzegach rzek i jezior. Wzrasta poziom stresu, co odbija się na prawidłowej opiece nad potomstwem i ogólnej kondycji osobników.