Kobiety zawsze były w Lasach

Obecnie w Lasach Państwowych jedna czwarta zatrudnionych stanowią kobiety. Bogumiła Grabowska w tekście „Zawsze były” w kwartalniku „Echa Leśne” opisuje rolę pań oraz przypomina początki ich służby w LP.
08.03.2017 | BOGUMIłA GRABOWSKA

Obecnie w Lasach Państwowych jedna czwarta zatrudnionych stanowią kobiety. Bogumiła Grabowska w tekście „Zawsze były” w kwartalniku „Echa Leśne” opisuje rolę pań oraz przypomina początki ich służby w LP.

Pierwsze drzewa w powstałych 90 lat temu Lasach Państwowych zasadziły robotnice leśne. Przez wszystkie te lata rósł nie tylko on. Wzrastała również rola kobiet, które zaczęły wychodzić z cienia mężów-leśniczych i gajowych, wiążąc z leśnictwem swoje własne życie zawodowe.

Dzięki zdolnościom, wiedzy, pracy oraz determinacji, panie wkroczyły z impetem w męski świat i  dziś stanowią ponad jedną czwartą ogółu zatrudnionych w Lasach Państwowych. Pracują w biurach i w terenie. W niczym nie ustępują swoim kolegom. Są strażniczkami leśnymi, pełnią funkcje kierownicze, są nadleśniczymi, naczelniczkami i dyrektorami. Działają w zespołach sygnalistów myśliwskich, polują i doskonale potrafią godzić pracę z życiem prywatnym. Od 2009 r. mają „Stowarzyszenie Kobiet Lasu”, które organizuje konferencje, spotkania, szkolenia i warsztaty oraz pomaga im realizować się zawodowo.

Jak wskazuje „Imienny wykaz personelu Administracji Lasów Państwowych”, wydany w 1933 r., wiele pań pracowało w tej organizacji od samego początku. Były to przede wszystkim pracownice dyrekcji naczelnej  i dziewięciu okręgowych dyrekcji LP. Były asesorami, sekretarzami, adiunktami, asystentami, kancelistami, maszynistkami, rachmistrzami. W biurach nadleśnictw wykonywały prace kancelaryjne, były kasjerkami, ale i podleśniczymi oraz leśniczymi biurowymi. Trafiały również w teren. Janina Świderska, Lidia Kamińska, Elżbieta Buniewiczowa, Maria Rola, Lucyna Lipska to terenowe leśnicze i podleśnicze przedwojennych nadleśnictw.

Dawne leśne osady nie przypominały dzisiejszych leśniczówek. Zagubione w głuszy, bez kontaktu ze światem, musiały być samowystarczalne. Leśne żony nie tylko karmiły mężów, ale też czyściły ich mundury, przyszywały guziki z orzełkiem i prasowały koszule. Zajmowały się też przydomową rolą, sadem i zwierzętami. W obejściach leśniczówek i gajówek były konie, krowy, świnie, owce, pszczoły, psy, gęsi i kury. Do osad trafiały osierocone sarny i dziki.

Z powodu braków kadrowych musiały pomagać mężom zarówno w terenie przy odbiórkach i szacunkach brakarskich, jak i w pracach kancelaryjnych przy sporządzaniu planów, wypłat, pisaniu wykazów odbiorczych. A przecież rodziły i wychowywały dzieci, prowadziły dom.

Żony bez wahania stanęły przy mężach-leśnikach również w tragicznych czasach, niekiedy ginęły wraz z nimi. Najbardziej krwawym wydarzeniem była rzeź wołyńska, podczas której ukraińscy nacjonaliści ścierali z powierzchni ziemi całe osady leśne, mordując wszystkich bez wyjątku, kobiet i dzieci nie oszczędzając.

Kobiety nie wahały się chwycić za broń, prowadziły walkę zbrojną. „Dama” to konspiracyjny pseudonim Jadwigi, żony Mieczysława Tarchalskiego, leśnika, żołnierza AK i późniejszego wieloletniego pracownika Okręgowego Zarządu LP w Szczecinie.

W latach późniejszych coraz więcej kobiet wiązało swoje życie zawodowe z leśnictwem. Trafiały do techników leśnych i na leśne uczelnie. W leśnych szkołach przedstawicielki płci pięknej były w zdecydowanej mniejszości. - Studiowałam w Wyższej Szkole Rolniczej w Poznaniu – opowiada Stanisława Czyżewska, przez 22 lata zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Trzebież, jednego z większych w kraju. - Na roku było 97 studentów, w tym 15 dziewczyn. Nie było dla nas taryfy ulgowej.

Przeczytaj cały tekst w „Echach Leśnych"

Podobnie wspomina studia Grażyna Zagrobelna, obecnie dyrektor Regionalnej Dyrekcji LP w Krośnie. – Za moich czasów, na Akademii Rolniczej im. H. Kołłątaja w Krakowie, było nas na roku piętnaście, na sześćdziesięciu studentów ogółem – opowiada. - Byłyśmy traktowane po koleżeńsku. Nigdy nie oczekiwałam specjalnych przywilejów. Znałam i rozumiałam pracę leśnika, wcześniej przecież często pomagałam tacie.

Po ukończeniu nauki, panie trafiały do biur, były adiunktami, nadleśniczymi terenowymi, leśniczymi lasów nadzorowanych, leśniczymi, podleśniczymi. Musiały współpracować z męskimi brygadami robotników i rzetelnie je kontrolować. Z pomocą przychodził mundur. - Przez pierwszych 20 lat pracy byłam jedyną kobietą pracującą w terenie. Bardzo dobrze jednak czułam się w tym męskim zawodzie, a  mundur, z którego byłam bardzo dumna, dodawał mi  autorytetu – mówi pani Stanisława.

W latach osiemdziesiątych w teren trafiało coraz więcej kobiet. Leśniczki zaczęły zajmować kierownicze stanowiska. Obecnie w 17 regionalnych dyrekcjach jest jedna dyrektor regionalna oraz cztery kobiety pracujące jako zastępcy dyrektorów regionalnych dyrekcji LP. Poza tym na stanowiskach nadleśniczych i zastępców nadleśniczych są zatrudnione 52 kobiety.  Znacznie więcej kobiet pracuje na stanowiskach leśniczego , bo aż 165. Łącznie w Lasach, na różnych stanowiskach, jest zatrudnionych ponad 7 tys. kobiet.