Blog Leśniczego

Przyjechał do mnie myśliwy, który kupił jednego ze szczeniaków. Ucieszyłem się widząc psiaka w dobrej kondycji. Razem z moimi dwoma wyżłami pojechaliśmy nad pobliską wodę, żeby szczeniaki uczyć bobrowania w płytkiej wodzie. Lars początkowo nie był zdecydowany czy wchodzić do wody, ale jak zobaczył, że inne psy to robią z dużą przyjemnością, pobiegł za nimi.
Od kilku dni mój koń, Gacek, jest chory. Jakiś czas temu zaczął kaszleć, leczyłem go wtedy różnymi „domowymi” sposobami polecanymi przez znajomych koniarzy. Wydawało się, że wszystko przeszło i Gacek wrócił do zdrowia. Ale okazało się, że nie. Któregoś wieczoru znów zaczął kaszleć. Poszedłem do niego zajrzeć i okazało się, że ma gorączkę – cały się trząsł. Przykryłem go kocem, myślałem, że zaraz go zrzuci, ale jak się przekonałem, stał pod nim do rana. Od trzech dni weterynarz podaje mu antybiotyki, ja również nauczyłem się robić zastrzyki.
Powoli można powiedzieć, że wiosna. W lesie kwitną przylaszczki, szpaki chyba już siedzą na jajkach. Tydzień temu podleśniczy znalazł w lesie (na ziemi) gniazdo słonki, z jajkami oczywiście. Jak na słonkę to wczesny lęg, ale w tym roku słonki wcześnie przyleciały. Literatura podaje, że przystępują do lęgów zaraz po przylocie, który ma miejsce od trzeciej dekady marca do pierwszej dekady kwietnia.
Od kilku dni wiosnę widać nie tylko w kalendarzu. Właśnie przyleciały pliszki i toczą zaciekłe boje o miejsca na gniazda. Pliszki są bardzo charakterystyczne – małe, czarno-biało-szare ptaszki nieustająco poruszające długimi ogonkami.
Święta spędzałem u rodziny w Warszawie, więc na czas wyjazdu musiałem zaprosić kogoś kto by zajął się zwierzakami. Zgodziło się dwóch kolegów. Przyjechali w piątek przed świętami. Wieczorem zorganizowałem szkolenie z dojenia kóz. Stwierdzili, że podzielą się rolami – jeden będzie doił a drugi zarządzał. Co do koni, oświadczyli że poradzą sobie bez problemów. W sobotę rano przeszkoliłem ich również z obsługi pieca – jeżeli ktoś całe życie mieszka w bloku, to nawet jeżeli jest inżynierem nie zawsze umie obsługiwać piec centralnego ogrzewania. Zanim wyjechałem uprzedziłem też lojalnie, że najprawdopodobniej jedna z kóz będzie miała małe i że powinni często zaglądać do koziarni.
Wszystkim czytelnikom i sympatykom bloga leśniczego życzę ciepłych i pogodnych Świąt Wielkanocnych spędzonych w rodzinnej, wiosennej atmosferze. Oczywiście wszystkich zachęcam do leśnych spacerów celem poszukiwania wiosny oraz zaczerpnięcia świeżego powietrza.
Pogoda iście marcowa. Dzisiaj co najmniej trzy razy padał śnieg, była niemalże zamieć, a w międzyczasie piękne słońce i cudowna wiosenna aura. W ogrodzie i okolicznych zaroślach pojawia się coraz więcej ptaków. W zeszłym tygodniu przyleciały szpaki.
Byłem dzisiaj u kolegi w sąsiednim leśnictwie. Oglądaliśmy tereny porolne przeznaczone pod tegoroczne zalesienia. Trochę pojechałem towarzysko, ale chciałem też skonsultować z nim jedną sprawę.
Moi koledzy myśliwi zawsze twierdzili, że zwierzyna nie boi się konia. Że można podjechać na kilkadziesiąt metrów np. do jeleni, a one nie będą uciekać. W trakcie tych dywagacji powtarzali, że dobrze by było mieć konia i na nim jeździć na polowanie. Od kiedy więc kupiłem konia chciałem sprawdzić jak to jest z tą zwierzyną. Ujeżdżenie rumaka zajęło mi dłuższy czas – ale teraz już bez obaw mogę na nim jeździć po lesie. Na samą jednak myśl o jego reakcji na potencjalny strzał cierpnie mi skóra. Wprawdzie mieszkam na poligonie i konie nie płoszą się już nawet na widok nisko przelatującego śmigłowca, nie mówiąc o licznych wystrzałach i wybuchach, ale strzał z karabinu nad końskim uchem to moim zdaniem za duże ryzyko.
Dzisiaj w nadleśnictwie była narada. Poruszano jak zwykle sprawy bieżące – na razie zatrzymane zostało pozyskanie surowca – oraz inne. Między innymi przestawiono nam prezentację kolejnego modelu rejestratora (innego niż ten który mam do testów).
Ostatnich kilka dni milczałem, bo byłem w podróży i bez dostępu do komputera. Więc najpierw o podróży. W zeszłym tygodniu, w czwartek i piątek, w Warszawie było zebranie twórców strony www.erys.pl. Prawie cała e-rysiowa „załoga” to pracujący w Lasach Państwowych pasjonaci, zawodowo zajmujący się całkiem różnymi rzeczami. Już niedługo nasza witryna trochę zmieni swój wygląd, mamy nadzieję że na lepsze. Będzie też bardziej funkcjonalna – łatwiej będzie dotrzeć do poszczególnych miejsc w serwisie. Nad tym, co i jak zmienić, żeby było lepiej, dyskutowaliśmy intensywnie przez dwa dni.
W lesie już kwitnie leszczyna. Na dniach zakwitnie wawrzynek wilcze łyko. Na wilgotnych łąkach widać żurawie a ich krzyk podnosi na duchu. Klucze gęsi pieczętują przedwiośnie. Wiem, że w cieplejszych regionach kraju to kwitną już przebiśniegi i krokusy, ale tutaj jeszcze tak ciepło nie jest. Kotki leszczyny na tle trochę wyblakłych i poszarzałych świerków albo bezlistnych krzaków rzucają się w oczy. (W zeszłym roku pojechałem wiosną – w maju – na wystawę psów do Łodzi. Sędzia oglądając moją sukę powiedział, że ma jeszcze zimową sierść i że powinienem ją dobrze wyszczotkować. Nie chciał uwierzyć, że u mnie w ogrodzie jeszcze leży śnieg, a pies ma zimową sierść, no bo jaką inną mógłby mieć w takich warunkach ...)