Trudne chwile leśnych przedsiębiorców

Praca leśnego robotnika zatrudnionego w Zakładzie Usług Leśnych, niezależnie czy wykonywana tradycyjnie, czy z wykorzystaniem nowoczesnych maszyn jest ciężkim kawałkiem chleba. To profesja trudna i niebezpieczna. Wymaga siły fizycznej, odporności na ekstremalne warunki pogodowe i umiejętności radzenia sobie w różnych sytuacjach oraz z różnymi ludźmi. Leśni robotnicy pracują niejako w cieniu mundurowych leśników i raczej rzadko zdarzają się informacje o ich pracy i problemach. A jest ich wiele...
28.11.2014

Praca leśnego robotnika zatrudnionego w Zakładzie Usług Leśnych, niezależnie czy wykonywana tradycyjnie, czy z wykorzystaniem nowoczesnych maszyn jest ciężkim kawałkiem chleba. To profesja trudna i niebezpieczna. Wymaga siły fizycznej, odporności na ekstremalne warunki pogodowe i umiejętności radzenia sobie w różnych sytuacjach oraz z różnymi ludźmi. Leśni robotnicy pracują niejako w cieniu mundurowych leśników i raczej rzadko zdarzają się informacje o ich pracy i problemach. A jest ich wiele...

Właśnie rozpoczął się okres rozstrzygania przetargów na wykonanie prac leśnych w poszczególnych leśnictwach wszystkich nadleśnictw kraju. Zdarza się, że przetargi ogłaszane na usługi rozpisane są na najbliższe 2-3 lata. Najczęściej jednak są to kontrakty roczne. To „być albo nie być” dla firm usługowych, których właściciele może nie szukają natchnienia w dylematach opiewanych przez Szekspira, ale martwią się o byt i przyszłość swoich przedsiębiorstw. Mają przecież zaciągnięte kredyty, umowy leasingowe na drogie maszyny, no i lubią pracę w lesie, często wykonywaną od kilku pokoleń. Po rozstrzygnięciu przetargów ogłaszanych zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych podpisywana jest szczegółowa umowa pomiędzy nadleśniczym, a przedsiębiorcą leśnym na realizację prac w nadleśnictwie.

 11354.jpg

Zakłady Usług Leśnych, czyli”zule” realizują potem zlecane przez leśniczych prace. Od prawie ćwierć wieku to właśnie ZUL-e, a nie nadleśnictwa zatrudniają pracowników leśnych, którzy wykonują trudne i ważne dla bytu lasu prace w lesie. To codzienni, czasem może niezbyt doceniani partnerzy leśników oraz właścicieli innych niż państwowe lasów. Bywa też, że są uważani nie za partnerów lecz raczej za ordynansów. Według encyklopedycznej definicji ordynans-  to żołnierz przydzielony oficerowi do pełnienia przy nim służby. Słowo to oznacza także rozkaz, polecenie dla podległych pracowników do pełnienia służby, dyżuru na stanowisku lub posterunku wojskowym.

 11355.jpg

W codziennej współpracy z leśnikami przedsiębiorcy leśni  także czasem odnoszą wrażenie, że rzeczywiście są w podobnej sytuacji, jak szeregowiec przydzielony  oficerowi do pełnienia służby. Leśniczy ciągle wydaje im polecenia dotyczące różnych zadań objętych umową o świadczenie usług leśnych. Większość prac jest dobrze wyceniona i zaprojektowana, ale niektórych  nie sposób przewidzieć. Gdy trzeba wyciągnąć zaryty w błocie samochód z drewnem, czy pilnie oczyścić zatarasowaną drogę, to ZUL jedzie i działa.

11356.jpg

 Czasem nawet nie zagląda do zlecenia i nie sprawdza, czy jest tam każda czynność. Zdarza się, że jest to działanie na telefon- gdy trzeba dogasić pożar, usunąć skutki wichury lub uczestniczyć w ważnej akcji. Dopiero po wykonaniu zleconych zadań wykonawca cierpliwie czeka na zapłatę za wykonaną pracę i liczy na uczciwość oraz honor swojego „oficera” z trzema gwoździami na mundurowych patkach. Ale bez obaw. Leśniczy doskonale wie, że wzajemne zaufanie i dobra współpraca z ZUL-em gwarantuje mu sprawne zarządzanie leśnictwem.

Instytucja ordynansa w wojsku to jaskrawy przykład budowania pewnej hierarchii. Stojący w niej najniżej ordynans często jednak miewał duży wpływ na pozycję i wizerunek oficera. Podobnie jest w leśnictwie. Dużo zależy od wykonawców prac. Najlepszy, świetny gospodarz - leśniczy nie osiągnie dobrych efektów, gdy nie będzie miał kto solidnie wykonywać usług.

 Rynek usług leśnych, pomimo, że pierwsze „zule” powstawały na początku lat 90 XX wieku, jest jednak mało stabilny. Niebawem kolejne rozstrzygnięcia przetargowe zdecydują o bycie leśnych firm. To ważny moment dla ZUL-i, ale także dla leśniczych. Bo leśniczy to nie oficer i wcale nie potrzebuje ordynansa. Zdarzają się w pełni profesjonalne i świetnie zorganizowane firmy leśne, które zatrudniają leśników i robotników o wysokich kwalifikacjach. Mają wszelki sprzęt i znają się doskonale na leśnych pracach. Są też przedsiębiorcy, którzy zaciągają sobie armię podwykonawców, firmują ich pracę i każą sobie za to płacić haracz, a troskę o jakość ich pracy zostawiają leśniczemu.

 Aby wykonywać zadania na czas i na dobrym poziomie to leśniczy musi stale „dowodzić”  leśnymi robotnikami, a ich szef podpisuje tylko przygotowane dokumenty i wystawia fakturę. A gdzie fachowy nadzór nad pracami, specjalistyczna kadra? Istnieje tylko w przetargowej punktacji i znika po podpisaniu umowy tak szybko jak medalowy jeleń w zamglonym młodniku... To nie tak ma być! Każdy leśniczy obłożony ogromem pilnych zadań i obowiązków potrzebuje nie spolegliwego ordynansa, a raczej komandosa-solidnego i kompetentnego partnera. Nie wciela się też w dowódcę, bo to rola brygadzisty lub koordynatora ZUL. Wiemy przecież, że w wojsku ordynansem zostawał nie komandos, a raczej kiepsko wyszkolony i niezbyt sprawny żołnierz. Powszechnie stosowane jako decydujące o wyborze leśnej firmy kryterium najniższej ceny, nie zapewni  nam doborowej leśnej piechoty…

 

Niedawno prosiłem Was o podpowiedzi jak ładnie nazwać zulowca, czyli leśnego przedsiębiorcę i pracownika. Oto propozycje nazw:

ZUL kojarzy się ze słowem żul, a może lepiej WOL -Wielozadaniowy Operator Leśny? Zulowcy to:  Elfy od "czarnej roboty”, Dąbrusie, Leśni,  Lasowcy, Leśniaki lub Lasowczyki, Wilki, Pomarańczowe Mróweczki, Leśne Rączki. Inna propozycja to nazwanie zulowca: gajowy- kniejowy lub borowy.

Proszę o kontakt na adres jak niżej i podanie adresów korespondencyjnych: Aktanę, Taniatoję, Konrada i Maćka

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl