Żubry i demografia [wideo]

- Ochrona populacji wymaga czasem decyzji ostatecznych. Gospodarowaniem populacjami zajmują się fachowcy i postępują według ustalonego planu. Powinno się oceniać całościowo efekty działań, a nie wyrwane z całości fragmenty – podkreśla prof. Wanda Olech ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, prezes Stowarzyszenia Miłośników Żubrów.
02.10.2017 | PROF. WANDA OLECH, SZKOłA GłóWNA GOSPODARSTWA WIEJSKIEGO, PREZES STOWARZYSZENIA MIłOśNIKóW ŻUBRóW

- Ochrona populacji wymaga czasem decyzji ostatecznych. Gospodarowaniem populacjami zajmują się fachowcy i postępują według ustalonego planu. Powinno się oceniać całościowo efekty działań, a nie wyrwane z całości fragmenty – podkreśla prof. Wanda Olech ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, prezes Stowarzyszenia Miłośników Żubrów.

W ostatnim National Geographic (nr 10 (217) 2017r.)  ukazał się artykuł „Czy musimy zabijać zwierzęta, aby je ocalić?” autorstwa Michaela Paterniti. Autor omawia plusy i minusy polowań tzw. trofeowych, głównie w Afryce, pozostawiając czytelnikowi ocenę i możliwość odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule. Niestety, redakcja w spisie treści poinformowała jednoznacznie jakie jest jej stanowisko.

Ale nie mam zamiaru zajmować się brakiem profesjonalizmu redakcji. W artykule można znaleźć ciekawy i trafny akapit, który powinien zastanowić: „Jako  ze ponad połowa ludności planety zamieszkuje miasta, nasza relacja z dziczą staje się coraz bardziej oderwana od codziennego doświadczenia. Jesteśmy coraz mniej częścią dzikiego świata rozciągającego się od lasów deszczowych aż po afrykańskie sawanny, a bardziej jego konsumentami. Jeśli jednak jemy mięso lub nosimy lub używamy produktów ze skóry, na swój sposób jesteśmy też myśliwymi.”

Człowiek dawno nauczył się korzystać z dóbr nas otaczających, a łowiectwo i zbieractwo były podstawą życia, potem nauczył się uprawy roli, hodowli zwierząt, aby pokarm był pewny i łatwiej dostępny. Musimy organizmowi dostarczyć wszystkie składniki odżywcze, a ich najlepszym źródłem są pokarmy naturalne, nie suplementy w tabletkach. Współcześni konsumenci mięsa chcą zapomnieć o fakcie, że ten pokarm był częścią żywego zwierzęcia. A jeśli zapomną o tym powiązaniu odcinają się od faktu zabijania. Kiedyś byłam świadkiem rozmowy, w której mówiono o wykorzystaniu nadliczbowych roślinożerców w ogrodach zoologicznych do karmienia dużych drapieżników.

Nadmierna liczba zwierząt na ograniczonej powierzchni wybiegu jest przyczyną dużego stresu, więc w sytuacji braku możliwości przekazania przychówku trzeba zwierzęta wyeliminować. W ogrodach zoologicznych duże drapieżniki też muszą być karmione. Po takiej informacji oburzony rozmówca zauważył, że konieczne będzie zabicie tych zwierząt. Na pytanie co mają jeść lwy, odpowiedział, że można im kupić mięso w supermarkecie.

Ta rozmowa jest dowodem, że kwestia rzeźni i zabijania nie istnieje w świadomości, podobnie jak nie istnieje wiedza, że mięso w sklepie to też zwierzę. Z tego względu uwaga, że jedząc mięso jesteśmy w jakimś sensie myśliwymi, jest według mnie trafna. Taka jest nasza natura i nasze potrzeby i nie możemy im zaprzeczyć. Może warto uświadomić sobie, że statystyczny Polak spożywa ponad 70 kg mięsa rocznie, to daje w skali kraju około ćwierć miliarda zabitych kurcząt.

Zastanówmy się, co dzikim zwierzętom jest niezbędne, aby ich populacje trwały i miały się dobrze. Podstawowe potrzeby to odpowiednia przestrzeń, pożywienie i bezpieczeństwo. Jeśli brakuje przestrzeni zwiększa się zagęszczenie, zwierzęta są w stresie i stają się mniej odporne na choroby i pasożyty, czasem wybuchają wręcz epizootie, śmiertelność gwałtownie rośnie.
Tak było w połowie XIX wieku w Puszczy Białowieskiej, kiedy z rozkazu cara sztucznie zwiększano zagęszczenie populacji zwierzyny łownej i choroby spowodowały drastyczny spadek wielkości populacji, nawet do zera w przypadku jelenia.
Przestrzeń ma gwarantować bytowanie w optymalnym zagęszczeniu, tak aby każde zwierzę czy grupa czuły się dobrze, nie odczuwały stresu z powodu zbyt licznych i wchodzących na terytorium sąsiadów.

Drugą potrzebą jest pokarm – musi być go wystarczająco dużo i odpowiedniej jakości. Przy obecnym intensywnym rolnictwie w naszym kraju roślinożerne zwierzęta mają zapewnioną dowolną ilość pokarmu. Przez okrągły rok znajdą go na polach tyle, ile tylko potrzebują, ale czy jelenie, dziki, żubry powinny być na użytkowanych rolniczo polach? Oczywiście, że nie.

Ich obecność i żerowanie na polach to z jednej strony szkody dla rolnictwa, a z drugiej strony taki jednostajny pokarm ma negatywny wpływ na zdrowie dzikich roślinożerców. Dziki żywiące się tylko kukurydzą zbyt szybko dojrzewają płciowo, rozmnażają się masowo i mają poważne zmiany zwyrodnieniowe narządów wewnętrznych. Żubry wychodzące na pola ozimych rzepaków nie tylko wyjadają, ale tratują i niszczą uprawy, a same potem mają biegunkę i muszą intensywnie ogryzać korę w celach leczniczych.

Zatem szkody w uprawach nie tylko nie są mile widziane przez rolników, ale również nie służą dzikim zwierzętom. Właściwym środowiskiem jelenia, dzika czy żubra są tereny lasu, łąk śródleśnych i tam powinny szukać pokarmu.

W tym właściwym środowisku brakuje pokarmu zimą, więc przygotowuje się poletka żerowe, gromadzi się siano w stogach oraz paśnikach i pozostawia się gałęzie ścinanych drzew do zgryzania.

Trzecim elementem jest bezpieczeństwo, a to gwarantują ostoje w lasach. Wszystkie zwierzęta potrzebują spokoju, gdy młode przychodzą na świat, gdy odpoczywają czy śpią. W lasach oznacza się ostoje zwierzyny, do których wstęp jest wzbroniony i nie wolno łamać tego zakazu.

Przyszłość każdego gatunku to żywotna, czyli rozmnażająca się populacja, w której rodzi się co najmniej tyle osobników, ile umiera. Z tego powodu tak dbamy o przyrost naturalny w naszej populacji, aby nowe pokolenia zastąpiły stare. Ta demograficzna zasada jest prosta.

Zatem przyjrzyjmy się bliżej demografii kilku gatunków dużych roślinożerców bytujących w polskich lasach. Wiosną pojawiają się młode, a ich liczba to około 35 proc. populacji w przypadku jelenia, 100 proc. dzika i 15 proc. - żubra.

Oznacza to, że w populacji jelenia w Polsce, liczącej około 180 tys. osobników, wiosną rodzi się ponad 60 tys. młodych, w populacji dzika, liczącej 250 tys. osobników, pojawia się drugie tyle młodych, a w populacji żubra liczącej 1700 osobników rodzi się około 250 cieląt.

Jaka zatem jest naturalna śmiertelność w populacjach tych trzech gatunków? Nie jest ona zbyt duża i wynosi około 3 proc. u żubra nie mającego praktycznie naturalnego wroga, a w przypadku jelenia nieco więcej - około 10 proc. ze względu na obecność wilka, podobnie u dzika z powodu drapieżnictwa oraz chorób.

Jaki zatem jest bilans? Mamy „na czysto” w ciągu roku około 45 tys. jeleni, 225 tys. dzików i 200 żubrów. Jeśli nie byłoby śmiertelności zależnej od człowieka, to po pięciu latach w Polsce żyłoby około pół miliona jeleni, ponad 6 mln dzików i 3 tys. żubrów.

Jelenie i żubry opanowałyby pola, dziki nie tylko pola, ale również przedmieścia i śmietniki, co już można zaobserwować w wielu miastach  Ten prosty rachunek pokazuje, że musimy pełnić rolę regulatora populacji dużych roślinożerców.

Każdy z tych gatunków musi współistnieć z innymi gatunkami i oczywiście z Homo sapiens. Dlatego konieczne jest gospodarowanie gatunkami zwierząt, a zaniechanie takiego gospodarowania powoduje zmiany bardzo dla nas niekorzystne. To człowiek zaburzając i ingerując w przyrodę jest zobowiązany do jej ochrony tak aby inne gatunki przetrwały.

Zdanie, że „przyroda sama sobie poradzi”, jest prawdziwe jeśli będzie ona SAMA, czyli bez obecności człowieka. Więc jeśli chcemy, aby w przyrodzie działały prawa natury bez zakłóceń, to musimy całkowicie opuścić dany obszar i nie ingerować. Takie pozostawione naturze obszary muszą być duże. Czy w Europie możemy sobie pozwolić na pozostawienie bardzo dużej przestrzeni (kilku tysięcy kilometrów kwadratowych) bez żadnej ingerencji człowieka. Oczywiście, że nie. Musimy współistnieć z przyrodą i zgodnie z najlepszą wiedzą i doświadczeniem gospodarować gatunkami zwierząt, wpływając na siedlisko, zapewniając zaspokojenie potrzeb i regulując populacje w taki sposób, żeby rozwijały się i trwały.

Od ponad 30 lat zajmuję się ochroną żubra, a na początku naszego stulecia razem z prof. Z. Puckiem pracowałam nad Planem Ochrony Żubra w Europie. Ochrona żubra wymaga wzrostu jego populacji przy zapewnionym dobrostanie i właściwym zagęszczeniu.

Jeden żubr na wolności potrzebuje średnio powierzchnię dwóch kilometrów kwadratowych. Takie zagęszczenie jest optymalne dla żubrów oraz dla siedliska. W Puszczy Białowieskiej bytuje około 400 żubrów, a ponad 200 osobników z tej populacji na stałe wyszło na okoliczne pola i łąki.

Bardzo cieszy zajmowanie nowej przestrzeni przez żubry, ale nie chcemy, aby żyły one na polach. Chcemy je rozprzestrzeniać planowo na tereny leśne. Program realizowany od wielu lat z Lasami Państwowymi zmierza do przygotowywania siedliska oraz miejscowych ludzi do współistnienia ze stadem żubrów, a potem zwierzęta są przywożone i wypuszczane.

Tak wypuszczono grupę żubrów w Nadleśnictwie Stuposiany, zimą tego roku będą wsiedlone do Puszczy Augustowskiej, w kolejnym roku do Rominckiej i krok po kroku w kolejne miejsca. Lasy Państwowe dysponują przestrzenią, środkami finansowymi na poprawę siedliska i przewóz oraz doświadczeniem w zajmowaniu się zwierzyną. Również w wielu krajach Europy prowadzone są projekty ukierunkowane na tworzenie stad żubrów.

Taka wieloletnia praca spowodowała podwojenie populacji żubra w ciągu ostatnich 15 lat i zmianie statusu gatunku w światowej Czerwonej Księdze z EN (ZAGROŻONY) na VU (NARAŻONY). Żubr jest jednym z nielicznych zagrożonych gatunków na świecie, których populacja rośnie i zmniejsza zagrożenie wyginięciem. Ile żubrów jesteśmy w stanie przesiedlić na nowe miejsca? Uznamy za wielki sukces, jeśli 40 osobników rocznie znajdzie nowe miejsce.

Zatem co z pozostałymi żubrami? Co z jeleniami, dzikami czy inną zwierzyną? Czy możemy pozwolić sobie na niekontrolowany wzrost populacji? Odpowiedź brzmi NIE. Musimy gospodarować populacjami zwierząt i narzędziem do tego jest eliminacja osobników.
Naszym celem jest utrzymanie populacji: stabilnej w przypadku jelenia, zmniejszającej się w przypadku dzika i zwiększającej się w przypadku żubra. Usuwane z populacji są przede wszystkim osobniki chore w złej kondycji, wyraźnie cierpiące. Jest to zadanie myśliwych, leśników, lekarzy weterynarii i naukowców, którzy dbają aby potrzeby gatunków były spełnione, a pozyskanie (odłów, odstrzał) planowe i racjonalne. Dbają oni bardzo mocno o gatunki, które cierpią z powodu naszej obecności, zmiany struktury produkcji rolniczej oraz nadmiernej wielkości populacji drapieżników. Takimi gatunkami objętymi obecnie specjalną troską są zając, kuropatwa, cietrzew i wiele innych.

Zatem ochrona populacji wymaga czasem decyzji ostatecznych, czyli zabijania. Gospodarowaniem populacjami zajmują się fachowcy i postępują według ustalonego planu. Powinno się oceniać całościowo efekty działań a nie wyrwane z całości fragmenty. Moim marzeniem jest, aby informacje w mediach były rzetelne i obiektywne, na co zasługuje polskie społeczeństwo.